12/29/2016

Rodzinne pumptrackowanie


Niekiedy to, co nas nie zabije, niekoniecznie może wzmocnić, jednak mimo wszelkich starań naszej najdroższej (sic!) służby zdrowia, wracam na rooooweeeeer! To tyle słowem usprawiedliwienia mojej długiej nieobecności.

Pamiętacie, że Pumptrack jest dobry na wszystko(klik)? To teraz powiem Wam jeszcze, że nadaje się też dla wszystkich.





Święta można spędzić przy stole- jedząc, pijąc, rozmawiając. Jak polityka jest tematem bez końca, tak zawsze znajdzie się dokładka jarzynowej i bigosu, więc wstać od stołu nie jest łatwo. Dawno niewidziana rodzina, żarty wujka, misternie ułożona fryzura, ciepło, choinka i jeszcze sto innych argumentów przemówi za tym, aby zostać w domu.


W całym tym lenistwie postanowiliśmy przeprowadzić mały eksperyment. Żeby nie było, że na facebooku na darmo życzyłam Wam (i sobie) rowerowych świąt, wyjeżdżając, wrzuciliśmy do auta nasze Scociątko i trochę szpeju.





Pierwszy dzień Świąt. Marudzimy rano, że rower, że tyle zjedliśmy, że trzeba się trochę przewietrzyć, ale raczej nikt nie traktuje nas poważnie. Kiedy jednak następuje mała zmiana planów i zwalnia się trochę czasu, pomiędzy wizytą u jednej Babci, a posiadówką u drugiej, przystępujemy do działania. I tak, mimo tekstów „chyba was pogrzało”, udaje nam się porwać 3 osoby na pumptrack w Wąchocku. (Ok, dla ścisłości, tylko dwie z nich jeździły ;))
















Nie bywamy często na pumptrackach, ale bardzo lubimy takie miejsca. Są świetne do ćwiczenia techniki, zawsze dają kilka punktów do kondycji i najważniejsze: szybko widać postępy. Także wśród osób, które dawno nie jeździły na rowerze, bądź nigdy nie miały potrzeby utrzymywania równowagi stojąc na pedałach. Dokładnie to zaobserwowaliśmy w niedzielę. Jeden rower na trzy osoby, to optymalna ilość, by złapać oddech między przejazdami. U nas proporcje były nieco mniej dogodne, ale dzięki temu mieliśmy więcej czasu na rozmowy i oglądanie postępów innych.


Dla jednych Wąchock to przede wszystkim skatepark. Dla nas, zdecydowanie pumptrack. Dosłownie przypadkiem zahaczyliśmy o ten pierwszy, kiedy Mama spytała czy nie idziemy jeszcze do „tego leja”. –Wow, to tam jest coś takiego? Chodźmy sprawdzić!

Panowie byli zachwyceni ;).














Podsumowując, jeśli sami jesteście fanami aktywnego spędzania wolnego czasu, czemu nie sprawdzić, czy przypadkiem rodzinie także nie przypadnie to do gustu? Może dla kogoś będzie ciekawa przygoda, dla dzieciaków konkretna atrakcja, a Wy nie będziecie cierpieć gnuśniejąc przez kilka(naście?) godzin przy stole? Z pewnością przy następnej okazji spróbujemy wsadzić na rower więcej osób, tym bardziej że teraz mamy sprzymierzeńców!

























Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Projekt Ewa , Blogger