8/01/2015

3 miesiące bloga...

Follow my blog with Bloglovin

Ok, trzy miesiące za mną. Tak naprawdę to trzy miesiące istnienia bloga, bo połączenie praca+sesja na studiach skutecznie wyłączyło mnie z życia i jazdy na 3-4 tygodnie.


Sprzęt

-Ciężko liczyć maj jako czas moich treningów, gdyż jeździłam wtedy na Wish’u, którego zabierałam Mężowi, kiedy on akurat nie jeździł. Mój nowy rower, a właściwie  mój pierwszywłaściwy rower pojawił się pod sam koniec maja. I tak, po zaliczeniach i egzaminach, właściwe objeżdżanie rozpoczęło się dopiero w lipcu.


 aktualne zdjęcie
Od tego czasu zdążyłam już skosić zawieszenie z przodu. To prawda, że amortyzator nie był nowy. Po wizycie u tokarza pewnie nawet nie pamiętał już lat swojej świetności. Jednak kiedy odebraliśmy go z serwisu niewątpliwie działał w większym zakresie niż jakieś 100mm, które, nie wiedzieć kiedy, stało się maksimum jego możliwości... Na szczęście, dzięki CkBikeShop, odzyskał ponad 160mm i nadgarstki już nie cierpią :)

 o, tyle skoku wykorzystane na dzisiejszym rowerowaniu

-Opona z przodu. Na logikę- nie powinna być łysa, a mojej było już bardzo blisko. Oczywiście to tył był tak zjechany, że aż nie chcę o tym pamiętać, jednak jak wiele do życzenia pozostawiał przód, przekonałam się... dopiero po wymianie na Miniona DHF <uśmiech satysfakcji>

-Do tej grupy dodam jeszcze ochraniacze na kolana, bo bez nich już się nie da. To właściwie integralna część roweru, tylko zakładana na kolana. Życie stało się znacznie mniej bolesne i mniej sine... A czasem bardziej sine, niż obdarte, więc i tak na plus. Podobnie z rękawiczkami oraz kaskiem (szczęśliwie, nie miałam jeszcze okazji poznać, czy dobrze chroni ^^)
nukeproof'y- twarda wkładka to jednak niegłupie rozwiązanie dla dh


A co do innych spostrzeżeń

-Oswoiłam się z rowerem, choć i tak czuję się na nim pewniej w lesie niż w mieście.

-widziałam już wszystkie główne trasy na Telegrafie, co nie znaczy, że wszystkimi jeżdżę. A1 wciąż jest przeze mnie nie tknięta, a to wynika z kolejnego punktu...

-...mianowicie: trudno przyzwyczajam się do stromizny(oczywiście, co dla kogo strome, to sprawa bardzo względna)...

-....i do większej prędkości (j/w),...

-...co znacznie utrudnia hopanie, które z kolei przychodzi dużo łatwiej i daje szaloną frajdę,...

-...ale pewnie też dlatego nie zaliczyłam jeszcze żadnej epickiej gleby ;).

-Hm, wiedzieliście, że rękawiczki rowerowe są w stanie przetrwać tylko jeden sezon? Patrząc na stan moich, jak dożyją do jesieni to będzie sukces.

 cóż, nie sądziłam, że można tak "znosić" rękawiczki w trzy miesiące..

I na koniec: lepsiejsze nawyki? Pracuję nad tym ;)

-Jako, że to jeszcze nie reguła, to trudno to nazwać sukcesem, ale aby wyjść na rower jestem w stanie wstać przed 6 rano... Dziwne? Tak, dla mnie bardzo.

-A wiecie, że jem MNIEJ słodyczy od kiedy bardziej roweruję? Jednak sport składa się także z odpowiedniej diety, nie da się tego ominąć!

Oby następne 3 miesiące były dużo bardziej owocne! :)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Projekt Ewa , Blogger