Ok, trzy miesiące za mną. Tak naprawdę to trzy miesiące istnienia bloga, bo połączenie praca+sesja na studiach skutecznie wyłączyło mnie z życia i jazdy na 3-4 tygodnie.
Sprzęt
-Ciężko liczyć maj jako czas moich treningów, gdyż jeździłam
wtedy na Wish’u, którego zabierałam Mężowi, kiedy on akurat nie jeździł. Mój
nowy rower, a właściwie mój pierwszywłaściwy rower pojawił się pod sam koniec maja. I tak, po zaliczeniach i
egzaminach, właściwe objeżdżanie rozpoczęło się dopiero w lipcu.
aktualne zdjęcie
Od tego czasu zdążyłam już skosić zawieszenie z przodu. To
prawda, że amortyzator nie był nowy. Po wizycie u tokarza pewnie nawet nie
pamiętał już lat swojej świetności. Jednak kiedy odebraliśmy go z serwisu
niewątpliwie działał w większym zakresie niż jakieś 100mm, które, nie wiedzieć kiedy, stało się maksimum jego możliwości... Na szczęście, dzięki CkBikeShop, odzyskał ponad 160mm i
nadgarstki już nie cierpią :)
o, tyle skoku wykorzystane na dzisiejszym rowerowaniu
-Opona z przodu. Na logikę- nie powinna być łysa, a mojej
było już bardzo blisko. Oczywiście to tył był tak zjechany, że aż nie chcę o
tym pamiętać, jednak jak wiele do życzenia pozostawiał przód, przekonałam
się... dopiero po wymianie na Miniona DHF <uśmiech satysfakcji>
-Do tej grupy dodam jeszcze ochraniacze na kolana, bo bez
nich już się nie da. To właściwie integralna część roweru, tylko zakładana na
kolana. Życie stało się znacznie mniej bolesne i mniej sine... A czasem
bardziej sine, niż obdarte, więc i tak na plus. Podobnie z rękawiczkami oraz
kaskiem (szczęśliwie, nie miałam jeszcze okazji poznać, czy dobrze chroni ^^)
nukeproof'y- twarda wkładka to jednak niegłupie rozwiązanie dla dh
A co do innych spostrzeżeń
-Oswoiłam się z rowerem, choć i tak czuję się na nim pewniej
w lesie niż w mieście.
-widziałam już wszystkie główne trasy na Telegrafie, co nie
znaczy, że wszystkimi jeżdżę. A1 wciąż jest przeze mnie nie tknięta, a to
wynika z kolejnego punktu...
-...mianowicie: trudno przyzwyczajam się do stromizny(oczywiście,
co dla kogo strome, to sprawa bardzo względna)...
-....i do większej prędkości (j/w),...
-...co znacznie utrudnia hopanie, które z kolei przychodzi
dużo łatwiej i daje szaloną frajdę,...
-...ale pewnie też dlatego nie zaliczyłam jeszcze żadnej
epickiej gleby ;).
-Hm, wiedzieliście, że rękawiczki rowerowe są w stanie
przetrwać tylko jeden sezon? Patrząc na stan moich, jak dożyją do jesieni to
będzie sukces.
cóż, nie sądziłam, że można tak "znosić" rękawiczki w trzy miesiące..
I na koniec: lepsiejsze nawyki? Pracuję nad tym ;)
-Jako, że to jeszcze nie reguła, to trudno to nazwać
sukcesem, ale aby wyjść na rower jestem w stanie wstać przed 6 rano... Dziwne?
Tak, dla mnie bardzo.
-A wiecie, że jem MNIEJ słodyczy od kiedy bardziej roweruję?
Jednak sport składa się także z odpowiedniej diety, nie da się tego ominąć!




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz