Może nie widać tego na zdjęciach w opisie roweru (w sumie nie widać tam wiele szczegółów...), lecz moje opony
wołały o pomstę do nieba. No ale jakby wystarczyły pierwsze próby turlania się po
ścieżkach enduro i dh, tym bardziej,
że nie miałam odwagi wyjątkowo szaleć. Jeżdżąc na nich ponad miesiąc, szczęśliwie dożyłam momentu, kiedy to dotarła nowa opona- pachnąca i tak czarna, jak już nigdy później nie będzie...
że nie miałam odwagi wyjątkowo szaleć. Jeżdżąc na nich ponad miesiąc, szczęśliwie dożyłam momentu, kiedy to dotarła nowa opona- pachnąca i tak czarna, jak już nigdy później nie będzie...
stara i nowa przednia opona
różnicy nie da się nie zauważyć, a tył był jeszcze gorszy, ale chyba nie przyznam się jak bardzo... xD
Tak oto, przednia opona powędrowała na tył (działanie
budżetowe), a na przód wskoczył Maxxis Minion DHF, na gumie 42a.
tak miło popatrzeć na rower z nową oponą...
Szymon zastosował to samo rozwiązanie u siebie i skakał z radości już na sam widok rowerów z nowymi oponami, nie mogąc doczekać się kolejnego wypadu. No dobra, mnie też się podobały, jednak byłam znacznie bardziej sceptycznie nastawiona co do ich cudownych właściwości. Pewnie wzięło się to stąd, że przez kilka wcześniejszych „lekcji” nie widziałam u siebie postępów, a co najwyżej puchnące uda (no wiecie, jakby mięśnie się pojawiły, czy cóś...?) i nie uważałam, iż opona stanie się lekiem na wszystkie niedociągnięcia. Ba, nadal tak nie uważam. Co znaczy mniej więcej tyle, że na początku nie zauważyłam żadnej różnicy. Jak kaleczyłam zjazdy przed zmianą, tak kaleczyłam i po...
A-A-Ale... W kolejnych dniach zaczęłam dostrzegać zmianę. Były
takie miejsca na trasach(na Telegrafie-tylko tam na razie jeździmy), których
podświadomie starałam się unikać, bo zdarzały mi się, przykładowo,
niekontrolowane obsówy w poprzek trasy, kończące się nowymi kolekcjami
siniaków. Mimo, że walczyłam ze wszystkich moich rowerowych sił, czasem po
prostu nie dało się nic z tym zrobić. I nagle, jeden, drugi, kolejny przejazd z
nową oponą i nie potrzebowałam już myśleć
o tym, że muszę się maksymalnie
skoncentrować i zmobilizować wszystkie siły, by nie skisić jednego z „tych”
fragmentów. To nawet zaczęło być fajne!
No i właśnie teraz JA, Magdalena Ewa (znająca się na
downhillowych niuansach niemal tylko tyle, co przeczytam i usłyszę) jestem w
stanie zauważyć, że zmiana opony (jednej!) powoduje jednak zmianę czegoś
więcej. Nie chodzi o to, że mogę
odpuścić sobie full koncentrację i czujność oraz to napięcie mięśni- niby
stałe, ale z pełną gotowością na zupełnie niespodziewane zwroty. Dzięki tej
oponie, czuję swobodniej na fragmentach tras, które były wcześniej na swój
sposób nieprzyjemne. Mam teraz jakby więcej przestrzeni na eksperymentowanie z
prędkością, a od początku wiedziałam, że jazda coraz szybciej i szybciej będzie
dla mnie NAJWIĘKSZYM wyzwaniem...



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz