Łaskawy dla rowerów nigdy nie byłem. Każdy jaki wpadł w moje ręce z czasem musiał znosić wiele więcej niż przewidywał producent... wiele więcej...
Przygodę z jazdą bardziej ekstremalną zacząłem od wspaniałego Maxima za 799zł gdzieś z 10-11 lat temu.
Owy Maxim... "Chcieć to móc", czy jakoś tak to szło...
Cóż
to była za maszyna... Początkowo las i korzenie a u szczytu swojej kariery
hopki po 0,5m na płaskie i inne głupoty. Rama nie strzeliła, osprzęt jako tako
działał, widelec (coś koło 70mm skoku) przestał pracować. Cóż, serwisu nigdy
nie widział a znając konstrukcję widelca marki „zoom” próba serwisu skończyłaby
się wyrzuceniem go na śmietnik.Kolejnym etapem była prawdziwa używana dualówka znaleziona gdzieś w środkowo południowej Polsce. Tym razem już rama przystosowana była do lekkich wybryków. Ciągle jednak była to bardzo budżetowa maszyna. Rama Horizon, V-brake (dobre, ale jednak tylko v-brake) RST Gila 100mm i przerzutka z przodu zamiast napinacza.
Drugi rower- zauważalna różnica
Trzecim etapem był już pełnoprawny full, ale za możliwie minimalne pieniądze. Wbrew pozorom nie był to Kross Sign. Udało się ze Szkocji sprowadzić dosyć legendarną ramę Giant DH Team 2002. Rower został kompletnie przebudowany.
Po co siłownia, skoro rower ważył 20kg?
Z biegiem czasu wiem że był to średni pomysł. Prawie 20kg maszyna to „trochę” za dużo jak na lekkie DH i wycieczki enduro. Nie da się? Da się, a i kondycje się szybko robiło. Poza tym miły dla oka był to rower. Ponad 200mm skoku z tyłu pozwalało skakać jeszcze głupsze dropy na płaskie- półtora metra na płaski beton to nie była rzadkość. Ciągle jednak Duro z przodu i V-brake. Przyszedł czas na inwestycje i rower szybko dostał Spinnera Ammo 178, nowe koło pod QR20 i drugą tarczę. Nie miałem wagi ale myślę że 20kg masy roweru zostało wówczas przekroczone. Wtedy także coraz częściej zacząłem pojawiać się na Kieleckim Telegrafie testując trasy wcześniej raczej dla mnie nieprzejezdne. Latanie jak worek kartofli przestało mnie już tak bawić i zacząłem ćwiczyć techniczną jazdę.
To jednak nie była maszyna idealna. Potrzeba mi czegoś lżejszego, bardziej uniwersalnego, zwinniejszego i... wspominałem już, że lżejszego?
Tak oto wybór padł na ramkę od Dartmoora. Wish (2012) o skoku 160mm to coś w sam raz dla mnie. Wiele części otrzymał z poprzedniego roweru, sporo części także dostał „nowych”. W końcu boxxer 2011, mostek, kierownica, pedały...
Aktualny sprzęcior.
Tak oto ujeżdżam teraz moją maszynkę do enduro, do zabawy i do Kieleckiego DH. Przetrwała ze mną już jedne zawody i pozwoliła nawet na nie zajęcie ostatniego miejsca ;)
Rama: Dartmoor wish 2012 (160mm)
Widelec: Rock shock Boxxer 2011
Damper: Fox DHX 3.0 spring 350x2.75
Kierownica: Kore Torsion 800mm (777mm)
Mostek: NS Bikes Direct Mount [2014]
Siodło: Modelu nie znam, masa ok 350g
Sztyca: Accent (dłuuuuga)
Korby: Octane One
Łańcuch: Shimano
Pedały: Dartmoor platformowe
Przerzutka: tył SLX RD-M670 SGS 9 blatów
Blat: Shimano ZEE 36T
Koło przód:
-Obręcz: 26' MTX 33
-szprychy: nieładne bo srebrne
-Opona: Kenda Nevegal 2.35 2 ply
-Dętka: Marketowe 200g
Koło tył:
-Obręcz: 26' MTX 33
-Piasta: Novatec
-Szprychy: ładne bo czarne
-Opona: Maxxis Ardent 2.25
-Dętka: Marketowe 200g
Hamulec przód: zacisk BB5, Tarcza, 180mm
Hamulec tył:: zaciskBB5, Tarcza 160mm
Waga: jak jest czysty to okolo 17 kg
W planach zmiana widelca na coś jednopółkowego (może powietrznego?) o skoku 170-180mm (np. Lyrik), prawdziwy napinacz z osłoną przedniego blatu, redukcja wagi na kołach. Ogólnie chciałbym osiągnąć wagę w okolicach 15.8 kg, tyle wystarczy.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz