9/15/2015

Diverse Downhill Contest



„Diverse Downhill Contest – historyczny sukces Polaka”(źródło)

 

 Nagłówek, który powitał nas dziś rano na kilku portalach związanych ogólnie ze sportem lub bezpośrednio z DH. Pewnie zachodziłabym w głowę, co się wydarzyło, gdyby nie to, że... czekałam na to już od kilku miesięcy! Po całym sezonie oglądania w internecie zawodów pucharu świata, zwyczajnie nie mogłam się doczekać aż zobaczę coś podobnego na żywo. Tym bardziej, że było to zupełnie osiągalne, bo zawody o randze mistrzostw Europy, Diverse Downhill Contest odbywały się w Wiśle!

 Mateusz Rudzewicz

Przez te kilka miesięcy zastanawiałam się, jak Organizator poradzi sobie z ogarnięciem takiego przedsięwzięcia? Czy będą emocje jak w relacjach z pucharu świata? Czy dla zagranicznych zawodników będą to na tyle atrakcyjne zawody, by chciało mi się przyjechać? Czy trasa będzie wystarczająco wymagająca? I... czy Polscy downhillowcy staną na wysokości zadania?


Słuchajcie... TAK! Tak, na wszystkie powyższe pytania!

 

Organizatorzy starali się podkręcać emocje już od dawna. I bardzo mi się to podobało, bo skoro naprawdę jarałam się tymi zawodami (mniej lub bardziej widocznie), to wręcz chłonęłam wszystkie newsy. Plus za dobrą i SPÓJNA szata graficzną- takie moje zboczenie ;).

 No, trochę nas było!

Kibice stanęli na wysokości zadania! Naprawdę wiele osób, w bardzo szerokim przedziale wiekowym i rekwizytami dopingującymi takimi, jak obręcze, ramy, wuwuzele, drewniane wytwarzacze hałasu i co tylko im podpowiadała fantazja ;). Był klimat, był doping i były emocje! Ci bardziej zaangażowani (i może trochę zachęceni przez BEST FAN CONTEST) zdecydowanie nie odbiegali światowym standardom kibiców DH, o ile takie istnieją ;).
 
Listy startowe śledziłam od dawna. I z każdą nową odsłona przybywało zawodników, w tym także zagranicznych. Co do trasy, to niestety, mogłam jedynie posiłkować się zdjęciami i nagraniami zamieszczanymi w sieci, gdyż niezwykle krótka historia mojej znajomości z DH sprawiła, że w Wiśle jestem po raz pierwszy...
 
I jak na pierwsze wysokie rangą zawody, które mogłam zobaczyć na własne oczy i w jakimś sensie poczuć na własnej skórze, jestem pod wrażeniem. Wszystko jak powinno być, nawet stacje DJ-skie osobne dla różnych odcinków trasy. Trasa wyglądała spektakularnie. Końcowa monster hopa zgromadziła wokół siebie chyba największą ilość widzów. 

W oczekiwaniu na Sławka

Jednak ci bardziej ciekawscy albo „wtajemniczeni” ruszyli w górę... A tam, techniczne, strome odcinki, głównie z korzeniami i mnóstwem wybić. To się ogląda z zapartym tchem! 

Myles Weber


Zwłaszcza, gdy przejeżdżają tamtędy nastoletnie dziewczyny!

 Hania na trasie

Kategoria Junior Women miała tylko dwie reprezentantki, w tym Polkę. Hanna Kurek, której stałam się wielką fanką, zajęła co prawda drugie miejsce, jednak moim zdaniem pokazała klasę, tym bardziej, że względem eliminacji zmniejszyła swoją stratę do liderki o ok 3 sekundy. Mistrzynią Europy tej kategorii została Słowaczka, Porubanova Simona.

 Reprezentantki kategorii Junior Women


W kategorii Elite Women triumfowała, tak samo jak w eliminacjach, Jana Bartova z Czech. Nasza Sonia Skrzypnik po trzecim miejscu w eliminacjach, w ostatecznym wyścigu zajęła 5 miejsce. Warto jednak podkreślić, że poprawiła swój wynik z eliminacji o ponad 6 sekund.

 Pierwsze 6 miejsc kategorii Elite Women


Oczywiście, z fantastycznym wynikiem zakończył zawody Sławomir Łukasik. Widując go międzynarodowych zwodach i przy braku przewidywalnej konkurencji bardzo liczyłam na jego występ. Nie zawiodłam się, bo Sławek zgubił jedynie nieco ponad pół sekundy do zwycięzcy, którym został Jure Zabjek, zajmując ostatecznie DRUGIE MIEJSCE. 

 Sławek na mecie


Najlepsza trójka Elite Men

I jeszcze w ramach wisienki na torcie, w kategorii U17 zwyciężył Jakub Żbikowski, wyprzedzając Słowaka Kristiana Porubana i Węgra Balazs’a Muszula’e. 


No i co? Da się w Polsce? Bez wątpienia! Przyjadą Goście z zagranicy? No pewnie! Polacy potrafią? A jakże! 

 Eleonora Farina

Nie, nie jestem bezkrytyczna. 


Doskonale zdaję sobie sprawę, że ostateczne tabele wyników ułożyłyby się inaczej gdyby pojawiła się światowa czołówka. Jednak na zawodach udało się utrzymać wyrównany poziom, dzięki temu rywalizacja była jeszcze bardziej zacięta.


2 komentarze:

  1. Wyobrażam sobie, że takie zawody na żywo muszą robić niesamowicie wrażenie. Downhill to niesamowicie widowiskowy sport i strasznie niebezpieczny.Mnie marzy się udział w zawodach uphillu, ale ciągle brakuje mi odpowiedniego sprzętu ( i pewnie odpowiednich treningów, doświadczenia).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie, downhill uprawiany z głową nie jest niebezpieczny, choć może nie całkowicie bezbolesny ;). Gratuluję hartu ducha, bo w uphillu to chyba klucz do sukcesu (pomijają sprzęt!;)

      Usuń

Copyright © 2016 Projekt Ewa , Blogger