5/03/2015

Projekt Ewa- początek



Jak świat długi i szeroki, ludzie nagle postanawiają sobie coś zmienić w życiu. No dobra, może nie nagle, ale np. od jutra, od poniedziałku, od pierwszego, od Nowego Roku itp., bo wiadomo, jakiś „termin” zawsze się znajdzie. I jak łatwo jest wyznaczyć termin, tak samo powody, aby postanowienia nie realizować znajdują się zupełnie bez problemu.
Ja należę właśnie do tej części ludzkości, której robienie czegoś „od poniedziałku” nigdy nie wychodzi. I nie sugeruję tu, że jestem człowiekiem bez zasad, czy statycznie tkwiącym w masie nawyków od wielu lat. Po prostu, zmiana w moim życiu musi mieć cel.
Dodatkowo lubię zmiany i lubię pewien rodzaj ekscytacji związany z robieniem czegoś nowego. Kto tego nie lubi, co? Pytanie, czy jednak da się poświęcić tygodnie na żmudny trening, który początkowo będzie szalenie ciężki, a efekty mogą być widoczne (i nie chodzi tu o zarys mięśni, czy utratę wagi) dopiero po jakimś czasie. Czy widok mojego ciała w zadrapaniach i siniakach nie doprowadzi mnie do łez? Do jakich rzeczy jestem w stanie zmusić moje ciało? Czy da się tak wygospodarować odpowiednią ilość czasu z tej resztki życia, która pozostaje gdzieś tam pomiędzy pracą (własna działalność gospodarcza wiąże się z nielimitowaną ilością pracy i życiem „pod telefonem”), a studiami?  I...czy potrafię być na tyle pokorna (o tak, kto zna moją dumę, ten wie, że to ważne pytanie!), aby cierpliwie słuchać, postępować według instruktarzy oraz przyjmować uwagi?
O odpowiedzi na pierwsze pytania mogę być spokojna. Potrafię być kosmicznie cierpliwa, a nawet nudna w tej cierpliwości. Natomiast wszelkie siniaki, czy bąble na stopach przeważnie są dla mnie jak trofea po bitwach. Jednak zaraz za tym pojawia się sprawa najważniejsza. Aby poradzić sobie z odpowiedzią na kolejne pytania, muszę posiadać CEL. Cel, który pomoże mi być perfekcyjnie zorganizowaną, aby zyskać czas. Zawziętą, by trenować, ale jednocześnie z odpowiednio otwartym umysłem, by grzecznie słuchać dobrych rad.  Zaangażowaną i skupioną, by moje ciało dało z siebie więcej niż przez całe dotychczasowe życie…
Chcę wystartować w zawodach downhillowych w przyszłym roku. Kosmos?
Tak, a-b-s-o-l-u-t-n-y! To będzie totalny eksperyment. Czy się da? Jak się da? Najważniejsze: ile można osiągnąć, przy maksymalnym zaangażowaniu duszy i ciała, w miarę swoich  życiowych możliwości? No i jeszcze: na ile można nagiąć i przewartościować całą resztę życia…?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Projekt Ewa , Blogger