Jak świat długi i szeroki, ludzie
nagle postanawiają sobie coś zmienić w życiu. No dobra, może nie nagle, ale np.
od jutra, od poniedziałku, od pierwszego, od Nowego Roku itp., bo wiadomo,
jakiś „termin” zawsze się znajdzie. I jak łatwo jest wyznaczyć termin, tak samo
powody, aby postanowienia nie realizować znajdują się zupełnie bez problemu.
Ja należę właśnie do tej części
ludzkości, której robienie czegoś „od poniedziałku” nigdy nie wychodzi. I nie
sugeruję tu, że jestem człowiekiem bez zasad, czy statycznie tkwiącym w masie nawyków od wielu lat. Po prostu,
zmiana w moim życiu musi mieć cel.
Dodatkowo lubię zmiany i lubię
pewien rodzaj ekscytacji związany z robieniem czegoś nowego. Kto tego nie lubi,
co? Pytanie, czy jednak da się poświęcić tygodnie na żmudny trening, który
początkowo będzie szalenie ciężki, a efekty mogą być widoczne (i nie chodzi tu
o zarys mięśni, czy utratę wagi) dopiero po jakimś czasie. Czy widok mojego
ciała w zadrapaniach i siniakach nie doprowadzi mnie do łez? Do jakich rzeczy jestem
w stanie zmusić moje ciało? Czy da się tak wygospodarować odpowiednią ilość
czasu z tej resztki życia, która pozostaje gdzieś tam pomiędzy pracą (własna
działalność gospodarcza wiąże się z nielimitowaną ilością pracy i życiem „pod
telefonem”), a studiami? I...czy
potrafię być na tyle pokorna (o tak, kto zna moją dumę, ten wie, że to ważne
pytanie!), aby cierpliwie słuchać, postępować według instruktarzy oraz
przyjmować uwagi?
O odpowiedzi na pierwsze pytania
mogę być spokojna. Potrafię być kosmicznie cierpliwa, a nawet nudna w tej
cierpliwości. Natomiast wszelkie siniaki, czy bąble na stopach przeważnie są
dla mnie jak trofea po bitwach. Jednak zaraz za tym pojawia się sprawa
najważniejsza. Aby poradzić sobie z odpowiedzią na kolejne pytania, muszę posiadać
CEL. Cel, który pomoże mi być perfekcyjnie zorganizowaną, aby zyskać czas.
Zawziętą, by trenować, ale jednocześnie z odpowiednio otwartym umysłem, by
grzecznie słuchać dobrych rad.
Zaangażowaną i skupioną, by moje ciało dało z siebie więcej niż przez
całe dotychczasowe życie…
Chcę wystartować w zawodach
downhillowych w przyszłym roku. Kosmos?
Tak, a-b-s-o-l-u-t-n-y! To będzie totalny eksperyment. Czy się da? Jak się da? Najważniejsze: ile można osiągnąć, przy maksymalnym zaangażowaniu duszy i ciała, w miarę swoich życiowych możliwości? No i jeszcze: na ile można nagiąć i przewartościować całą resztę życia…?
Tak, a-b-s-o-l-u-t-n-y! To będzie totalny eksperyment. Czy się da? Jak się da? Najważniejsze: ile można osiągnąć, przy maksymalnym zaangażowaniu duszy i ciała, w miarę swoich życiowych możliwości? No i jeszcze: na ile można nagiąć i przewartościować całą resztę życia…?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz